Ostatni ratunek

15 stycznia 2012, 21:37, Bruksela

 

Stąpając niepewnymi krokami dookoła sporego pokoju, na którego środku stał długi stół, a wokół 15 krzeseł, a na nich siedzący Ci, od których zależała sytuacja w najbliższych latach na świecie, chodził i myślał nad tym co będzie. Wysoki, dosyć szczupły mężczyzna, na oko nie mający więcej niż 60 lat. Ciemny blond na głowie, gdzieniegdzie siwiejący. Drogi garnitur, najpewniej jakiś włoski, błękitny krawat widoczny spod niezapiętej do końca marynarki, nieco przykrótkie spodnie. Pot spływał mu po czole, a w jego głosie było słychać całe tony niezdecydowania, ale nic dziwnego – facet zastanawiał się nad swoim losem. Konsekwencje mogły być ogromne. Po długiej ciszy odpowiedział:

-Czy to aby na pewno właściwe rozwiązanie? – ciągnął niepewny, zmieszany mężczyzna – Lud może się burzyć.

Właściwie nie może. Musi. Tylko co innego uczynić, gdy losy własnej posady i portfela są w zagrożeniu? Człowiek, który jest rządny władzy, musi ją prowadzić dalej. Uczynić ją absolutną. Gdy wszystkie inne środki zawodzą, trzeba sięgnąć po celów ostatecznych.

-To już Twoja decyzja. – powiedział stojący w centralnej części pomieszczenia mężczyzna. -Do dwudziestego szóstego musisz zadecydować. Później będzie ciężko.

Słowa wypowiedziane przez czołową postać tego całego zamieszania – zdecydowanie najwyższego i najlepiej zbudowanego człowieka w tym pokoju – zasiały zdekoncentrowanie w głowach innych uczestników spotkania. Mężczyzna ten, mimo swojej łysiejącej głowy nie sprawiał wrażenia starego, ubrany w mundur wojskowy wyglądał na groźnego. Takim też był.

-Wszyscy dobrze wiedzą, jaka jest Twoja sytuacja. – mówił, spoglądając stanowczo na swojego rozmówcę. – Dobrze wiesz, że to musi być pierwszy krok do przywrócenia starego stanu rzeczy.

-Wygląda na to, że muszę się zgodzić. – mówił ze zrzuconym już ciężarem.

Ulżyło mu. Wiedział, że nie jest to najlepsze rozwiązanie i można by do tego dojść całkiem innymi środkami, pośrednimi, ciągnącymi się przez dłuższy czas, ale jednak teraz była okazja, by stało się to od razu.

-Zatem jedna sprawa za nami. – słychać było już spokój w jego głosie, jakby wiedział, że dobrze postąpił. – Tylko jak już to wprowadzimy, to co dalej?

-Wszystko stanie się samo, we właściwym czasie.

On to wiedział, tak samo wszyscy obecni w tym pokoju, wielkie osoby, od których działań w najbliższym czasie będą zależały losy świata.

-Tak więc wszystko ustalone. Czas kończyć. Jak mniemam widzimy się wszyscy za 11 dni w Tokio?

Wszyscy jednocześnie kiwnęli głowami i wyszli, ciszę w korytarzu przerwał huk zamykanych, ciężkich, metalowych drzwi.