Ciche oczekiwanie – VIII

VIII
18 stycznia 2012, 18:32, Alicante


Kapitan Ramirez chodził po małym, szczelnym pomieszczeniu. Było naprawdę niewielkie, ledwo mieściły się tu dwa krzesła, stół i jedna lampa w rogu. Na jednej ze ścian było lustro. Weneckie. A jakże. Po drugiej stronie lustra stało trzech mężczyzn. Bacznie przyglądali się biegowi zdarzeń mającemu miejsce za ścianą, a raczej za szybą. Jeden z nich, był zapewne kimś ważnym, bo dwóch pozostałych słuchało jego poleceń. W dodatku ubrany w garnitur, wysoki i gruby. Musiał tu coś znaczyć. Po chwili, obecny w pokoju przesłuchań żołnierz – niski, ale dobrze zbudowany z ogoloną głową – zdjął czapkę, po czym zaczął swoje gierki:
-Tak więc nazywasz się Miguel Jocinta dos Santos Meneira, zgadza się?
-Tak. Ale wciąż nie rozumiem…
-Zamknij się! -wrzasnął Ramirez, chyba nie lubił jak ktoś mówił za dużo, gdy nie trzeba. -To ja tu jestem od zadawania pytań. Jasne?
Miguel skinął głową. Wiedział, że sam, nie może tutaj za dużo zdziałać. Był niskim latynosem, który, ani nie był dobrze zbudowany, ani nie umiał się bić. Miał za to inne cechy. Podstępność i spryt. To były umiejętności niezbędne w jego „pracy”.
-Jesteś podejrzany o blisko czterdzieści przestępstw internetowych takich jak włamania na strony, serwery i konta bankowe. -ciągnął wojskowy. -Przyznajesz się do tych zarzutów?
-Nie.
-Coooooooooooo?!
To co się właśnie wydarzyło, a raczej to, co zostało wypowiedziane przeszło szerokim echem po całym Alicante. Nikt nie spodziewał się, że niby ten dźwiękoszczelny pokój wypuści takie ilości hałasu na zewnątrz.
-Dobra, dobra. Możesz się nie przyznawać. Ale my wiemy, że to Ty. Wszystkie ślady prowadzą do Ciebie. To samo IP, ten sam adres. Jak chcesz to wytłumaczyć?
-Nie znam się na tym, ale z tego co wiem, to gdybym ja był tym całym, jak to się nazywa? Hackerem?
-Tak. Hackerem. -powiedział już nieco uspokojony Ramirez.
-No to gdybym nim był w rzeczywistości nie korzystałbym z własnego IP, prawda? Istnieją chyba programy do utajniania tych wszystkich informacji.
Miguel trochę się uspokoił. Wszystko zaczął tłumaczyć tak jak sobie zaplanował.
-Nic Ci to nie daje. I tak wiem że to Ty.
Podszedł do rogu i pociągnął lampkę bliżej stołu. Następnie błysnął światłem prosto w twarz młodego Hiszpana.
-Mów prawdę! To Ty stoisz za atakami na strony rządowe! Wiem, że tak! A kto Ci pomaga.
-To nie ja. I nic więcej nie powiem.
Gdy kapitan Ramirez miał właśnie rozedrzeć się, gdy do pokoju wszedł jakiś żołnierz. Zasalutował po czym powiedział:
-Kapitanie Ramirez! Na komputerze podejrzanego, znaleźliśmy nielegalny program do szybkiej aktualizacji ostatnich działań na komputerze na świeże!
-A jakoś jaśniej? Co to znaczy? – rzekł zniesmaczony i zakłopotany kapitan.
-Oznacza, że był to dysk „awaryjny”, który…
Wypowiedź przerwał wybuch. Wielki dym w całym pomieszczeniu i dziura w ścianie. Miguel szybko i sprawnie zrozumiał o co chodzi. Biegł szybko i wybijając się z progu dziury wyleciał przez otwór w ścianie. Lot trwał chwilę, sekundę, może dwie, ale dla niego to była cała wieczność. Wreszcie chwycił się zwisającej liny i powoli wtargał się na górę helikoptera. Usiadł, trochę ochłonął i powiedział do kolegi w masce:
-To co teraz?
-Czas na rewolucję. Europejską rewolucję.